"Pierwszy dzień w muzeum w Hamie upłynął mi na bieganinie i usiłowaniu zorientowania się w tutejszej rzeczywistości. Ledwo się urządziłam, a już trzeba było podjąć decyzję co z weekendem. Namówiłam dwie z Pań żeby pojechać daleko na wschód, do miejscowości Resafa, bizantyjskiego Sergiopolis. To dość daleko więc zdecydowałyśmy się na nocleg w Aleppo i powrót w sobotę.
Z reguły tego nie robię, ale tym razem chętnie przystałam na skorzystanie ze zorganizowanej wycieczki. Takie jednodniowe wypady są oferowane przez większość tutejszych hoteli, a że ja w tym roku musiałam zamieszkać w hotelu, to właściciel, jakby czytając mi w myślach, oświadczył, że następnego dnia jest grupa do wioski beduińskiej, Resafa i Qalat Jabar, a wycieczka kończy się w Aleppo. Ponieważ w piątki transport lokalny na mało uczęszczanych trasach, szczególnie do południa, czyli do modlitwy, bywa trudny, zdecydowałyśmy się pójść trochę na łatwiznę i dać się zawieźć.
Warto było! Korzystając z minibusów nie dałybyśmy rady. Wyruszyliśmy o 7:30 z Hamy bardzo stylowym mercedesem, ponieważ okazało się że razem z nami jedzie tylko sympatyczny Irlandczyk Brendan. 12 godzin w trasie z godzinnym zwiedzaniem Sergiopolis (w pełnym słońcu) i pyszną rybą z grilla nad jeziorem Assada u podnóża zamku. Jezioro kusiło krystalicznie czystą wodą, jednak o kąpieli w tym regionie bez wzbudzania sensacji można zapomnieć, więc zadowoliliśmy się zamoczeniem nóg.

Resafa
Sergiopolis do dziś jest niezwykłym i upragnionym miejscem pielgrzymowania. Założone było już w czasach asyryjskich w IX w. p.n.e., ale dopiero za Dioklecjana zasłynęło wydarzeniem, po którym nastąpił rozkwit miasta.
Dotyczy ono późniejszych świętych - Sergiusza i Bachusa. Sergiusz był rzymskim żołnierzem który poniósł męczeńską śmierć wraz ze swoim towarzyszem Bachusem podczas krwawych prześladowań chrześcijan za czasów cesarza Dioklecjana. Odmówili oni w 291 roku wyrzeczenia się wiary chrześcijańskiej. Poddano ich wymyślnym torturom np. zmuszono do pokonania dużych odległości w tzw. żelaznych butach, nabitych wewnątrz ostrymi gwoździami. Na koniec ścięto im głowy mieczem w okolicy dzisiejszej Resafy.
Rozkwit miasta nastąpił za czasów cesarza Justyniana i jego żony Teodory. W Resafie powstała bazylika poświęcona obu świętym, a cesarzowa Teodora ofiarowała dla kościoła, według przekazów, ogromny złoty krzyż wysadzany szlachetnymi kamieniami. Został on jednak skradziony podczas walk Rzymu i Sasanidów. Po wygranych walkach został ostatecznie ceremonialnie zwrócony. Dokumenty podają, iż bazylika służyła wiernym nawet po podboju arabskim do 1093 r.
Sergiopolis zapewne zajmowało drugie miejsce, tuż po słynnym Qalat Seman, miejscu kultu Szymona Słupnika (również w dzisiejszej Syrii).
Dziś ta niezwykła popularność nie do końca przeminęła. W ciągu godziny natknęłyśmy się na dwie grupy (parafialne?), odprawiające msze w bazylice Sergiusza. To może malownicze, ale niestety staje się czasem większą atrakcją niż sam zabytek. Nie bardzo wiadomo jak zwiedzać nie przeszkadzając modlącym się, o robieniu zdjęć nie mówiąc
…
Wieczorem dotarłyśmy do Aleppo. To miasto to opowieść bez końca. Pierwszy w Syrii przystanek dla archeologów podążających Orient Expresem. Tu też zatrzymywała się Agatha Christie z mężem Max’em Mallowan’em wyruszając na wykopaliska do Nimrud. Klimaty tamtych czasów zachowały się w słynnym Hotelu Baron, w samym centrum miasta. Niestety dziś jest to mekka wszystkich spragnionych powrotu do czasów Lawrenc’a z Arabii, więc wypicie drinka w barze nie jest łatwe. Ceny pokoi z pewnością także nie dla dzisiejszych archeologów… ;)
Ale jest w Aleppo innych przybytków kulinarnych w bród.
Natknęłyśmy się na uroczą rodzinną restaurację, której właściciel nie chciał nam tłumaczyć mozolnie tego, co jest w karcie i wpadł na lepszy pomysł zapraszając nas do kuchni! Uprzejmy kucharz pokazywał nam kolejno zawartość wszystkich kotłów i chętnie pozował do zdjęć. Na jednym z nich pani Ela pozuje z kucharzem, a w tle… Niestety, wszystko się wydało…. !;) Obiad był boski.
Aleppo jednak słynie z suq’ów pełnych wszelkich skarbów orientu. I my nie oparłyśmy się ich magii, ale to znacznie dłuższa opowieść…"

Rodzinna restauracja w Aleppo. Pani Ela pozuje z kucharzem, a Dobrochna...