Blog > Komentarze do wpisu
Rok 1959. Pierwsza misja do Palmyry, czyli jak nie stracić twarzy

Koncesja na wykopaliska przyznana została Polakom w 1958 roku. Pierwsza misja wyjechała do Palmyry rok później. Początki były trudne. Polska ekipa nie miała nawet własnego sprzętu. Część własnego - narzędzia, łopaty, motyki, a nawet niektóre polowe meble i urządzenia kuchenne - pożyczył jej prof. Paul Collart z uniwersytetu genewskiego, który wcześniej pracował przy świątyni Baalszamina. „Musieliśmy ograniczać nasze wydatki do minimum, ale czynić to w taki sposób, aby nie >stracić twarzy< wśród nie-Syryjczyków” - wspominał prof. Kazimierz Michałowski. Polacy zamieszkali w domu w obrębie kolumnad świątyni Bela. Mieszkali w nim zresztą potem długie lata podczas kolejnych ekspedycji. Tak zdecydował ówczesny syryjski Urząd Archeologiczny.

W domu wykopaliskowym podczas jednego z pierwszych sezonów. Fot. Archiwum CAŚ

W domu wykopaliskowym podczas jednego z pierwszych sezonów.

Widziałam ten dom, byłam w nim i mam z niego zdjęcia. Teraz wygląda tak:

Wewnętrzne patio. Wchodzimy do domu wykopaliskowego w obrębie świątyni Baala. Marcin Wagner, który jest naszym przewodnikiem, powiedział, że po remoncie zmienił się na niekorzyść. Najbardziej drażnią go wymalowane olejnymi farbami lamperie. Fot. Joanna Grabowska

Wewnętrzne patio. Wchodzimy do domu wykopaliskowego w obrębie świątyni Bela. Marcin Wagner, który jest naszym przewodnikiem, powiedział, że po remoncie zmienił się na niekorzyść. Najbardziej drażnią go wymalowane olejnymi farbami lamperie. 

Tu zawsze odpoczywaliśmy po pracy - opowiadała Marcin. Według niego, teraz to miejsce nie ma już dawnego klimatu. Można tę fotkę zestawić z pierwszą, archiwalną. Czy Marcin ma rację? Fot. Joanna Grabowska

Tu zawsze odpoczywaliśmy po pracy - opowiadał Marcin. Według niego, teraz to miejsce nie ma już dawnego klimatu. Można tę fotkę zestawić z pierwszą, archiwalną. Czy Marcin ma rację?

Tyle szkła w tym budynku też nie było - narzeka Marcin. Fot. Joanna Grabowska

Tyle szkła w tym budynku też nie było - narzeka Marcin.

Teraz nie ma już w tym domu żadnych ekip archeologicznych. Pozostaje on wyłącznie w dyspozycji syryjskich służb starożytności. Prezentuje się ciekawie i przyznam, dopiero widok z jego tarasu przekonał mnie do tego, w co wcześniej musiałam po prostu wierzyć: że Palmyra, to istotnie oaza. Oto te dowody:

Wyspa zieleni na pustyni. Fot. Joanna Grabowska

Oaza. Prawdziwa wyspa zieleni na pustyni.

Dwa „dowody” chyba wystarczą. Fot. Joanna Grabowska

Dwa „dowody” chyba wystarczą. Tym bardziej, że warto pokazać jeszcze jeden widok z okien domu wykopaliskowego - na świątynię Bela.

Świątynia Bela, widziana z okien domu wykopaliskowego. Fot. Joanna Grabowska

Świątynia Bela, widziana z okien domu wykopaliskowego. 

Profesor Michałowski tak wspomina życie w tym niezwykłym miejscu:

„(...) rezydowałem w owym jakże romantycznym budynku, z palmami na dziedzińcu, tarasami, z których roztaczał się w noc księżycową wspaniały widok na ruiny świątyni i gdzie po ciężkiej pracy na wykopie można było doskonale wypoczywać i pracować. Przez pierwszych kilka lat dawał się we znaki jedynie brak wody, którą musiano dowozić w pojemnikach na osiołku. Jej smak nie był jednak przyjemny. W kilkanaście lat później Syryjczycy zmodernizowali ten budynek, doprowadzając doń nie tylko wodociąg, ale nawet elektryczność. Niewątpliwie ułatwiło to w znacznym stopniu archeologom życie codzienne, odzierając jednak z romantycznej aury ten jedyny w swoim rodzaju dom wykopaliskowy, w którego murach oświetlanych lampą naftową lub świeczkami żyły przecież tradycje pionierów nowoczesnej archeologii palmyreńskiej.”

Dziś podróż z Damaszku do Palmyry trwa 3-4 godziny. Jedzie się wygodną asfaltówką ciągnącą się przez pustynię. W czasach pierwszych misji jednak tak dobrze nie było. Jak wspomina Profesor podróż trwała cały dzień i jechało się nie szosą lecz po prostu przez Pustynię Syryjską.

„Nasze wykopaliska w Palmyrze rozpoczęły się pod dobrą gwiazdą - napisał we wspomnieniach prof. Michałowski. - Jakkolwiek teren był bardzo trudny i wymagał stosowania zupełnie specjalnych metod w pracy wykopaliskowej, kierując się prawidłowym, logicznym wnioskowaniem na podstawie posiadanych przez nas danych historycznych i odkrywanych przez nas elementów zabytkowych, mogliśmy dojść już od pierwszej kampanii do ciekawych, interesujących wyników, powiększanych w każdym następnym sezonie. Chciałbym właśnie zwrócić uwagę na te cechy, tzn. ścisłe, logiczne rozumowanie, zdrowy rozsądek, a nie to, co zwykliśmy nazywać szczęściem poszukiwacza, które odegrały decydującą rolę w naszych palmyreńskich zdobyczach.”

Cytuję fragmenty „Wspomnień” Kazimierza Michałowskiego, wydanych przez PIW, Warszawa, 1986

Zdjęcia: Archiwum Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej i Joanna Grabowska

piątek, 22 października 2010, joannagrabowska_net

Polecane wpisy